2006-09-21 23:15
Brawo Kubot!
Polski rodzynek wciąż rozdaje karty w turnieju Pekao Open 2006 – bynajmniej nie dzikie. Kolejną ofiarą Łukasza Kubota stał się dzisiaj w meczu drugiej rundy Niemiec Tobias Clemens. Kubot wygrał 6:4, 7:6 [5].
Obaj zawodnicy rozpoczęli agresywnie i wygrywali swoje serwisy. Najwyżej notowanemu polskiemu tenisiście z początku trudno było realizować taktykę serve&volley, ponieważ Clemens zagrywał mu tuż pod końcową linię. Forhend Polaka też jakby osłabł nieco w porównaniu z meczem z Horną. Przy stanie 3:2, co bardziej błyskotliwi fani tenisa zaczęli rozpytywać sąsiadów, który to Kubot. Przełom w pierwszym secie nastąpił dopiero, gdy ktoś wiedziony ojcowskim instynktem zakrzyknął: „Teraz, Łukasz!”. A Łukasz jakby czekał na ten znak z niebios (a w tym przypadku wysoko umieszczonego krzesełka) – choć Niemiec prowadził 40:0, Kubot zdołał go przełamać, a potem zwyciężyć we własnym gemie serwisowym.
Początek drugiej partii był jeszcze bardziej obiecujący. Polak poczuł się pewniej i zaczęły mu wchodzić takie woleje, jakie Rafterowi udawało się zagrać tylko od czasu do czasu. W tym momencie możemy chyba oficjalnie ogłosić, że „polskim Rafterem” przestaje być Michał Chmela i na kolejne osiem lat będzie to Łukasz Kubot. Clemens natomiast zaczął popełniać błędy, czy może zwyczajnie nie wytrzymywać tempa rywala. Udeptywał prawy róg grząskiego kortu, jakby chcąc zapobiec powstaniu w tym miejscu przejścia podziemnego do szatni. Kiedy Polak wygrywał 4:1 z dwoma breakami, Niemiec nie ryzykował już niczym, więc zaczął grać na większym luzie i co za tym idzie – skuteczniej. Wyszedł na prowadzenie 6:5, a Kubot ocalił podanie i oto mieliśmy kolejny dzisiaj na korcie centralnym tie-break. Pojedynek rozstrzygał się także w sferze mentalnej – zawodnicy licytowali się, który jest w stanie mocniej zacisnąć pięść w kierunku przeciwnika. Wychodzi na to, że Kubot, skoro decydujący gem zakończył się jego zwycięstwem do pięciu. Jego ćwierćfinałowym przeciwnikiem będzie Czech Jiri Vanek, pokonany w Sopocie przez Michała Przysiężnego.
Na pomeczowej konferencji Kubot z miną męczennika opowiadał jak bardzo się cieszy, że udało mu się zakończyć pojedynek w dwóch setach, bo później mogła być loteria. Przyznał, że jest pozytywnie zaskoczony grą Niemca, momentami bał się jego returnów. I znów skierował słowa podziękowania pod adresem publiczności, która pomagała mu w decydujących momentach. Wie, że nie był to mecz tak miły dla oka, jak ten z pierwszej rundy, jednak tutaj o wszystkim zadecydowała głowa, a on miał ją osłabioną przez tremę. Jiriego Vanka Kubot zna dobrze, często razem trenują. Nasz zawodnik szczególnie docenia jego serwis i return z bekhendu. W meczu z nim chce być bardziej skoncentrowany i liczy na pomoc kibiców. Spotkanie ćwierćfinałowe będzie meczem z podtekstem, albowiem Czesi podśmiewają się z trenującego w Pradze Łukasza Kubota, że pochodzi z czterdziestomilionowego kraju, który nie może się dorobić tenisisty z pierwszej setki.
Powrót
|