aktualności plan gier zawodnicy sponsorzy galeria bilety
 
   
     

Aktualności

2006-09-21 21:11

Mówi Lapentti

Druga runda: Nicolas Lapentti (Ekwador) – Potito Starace (Włochy) 7:6 [3], 7:6 [5]

Jak Ci się dziś grało?
– Jak widać po wyniku mecz był bardzo ciężki. Oba sety zakończyły się tie-breakami. Starace ma bardzo dobry wyrzucający serwis i bardzo dobry forhend. Ciężko znaleźć u niego bekhend, ponieważ często się przestawia. Na pewno mogłem zagrać lepiej, ale jestem zadowolony ze swojego dzisiejszego występu.

Co powiesz o piłkach i nawierzchni kortu centralnego, na którą narzekają niektórzy zawodnicy?
– Faktycznie, kort centralny jest najwolniejszy ze wszystkich na obiekcie. Jest tam bardzo dużo mączki i kiedy wślizgujemy się pod piłki, robią się dziury w korcie i potem piłki źle się odbijają. Ale warunki są takie same dla obydwu zawodników i nie ma sensu szukać takich usprawiedliwień. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się wygrać tu już dwa mecze i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

Widzieliśmy wczoraj, że przykładałeś sobie lód na kolano. Czy to jakaś kontuzja?
– Jakiś czas temu wdało mi się zapalenie w kolano. Wszystko jest już w porządku, ale staram się przed każdym meczem przyłożyć lód profilaktycznie, żeby nic się nie stało.

Pod koniec drugiego tir-breaka wyglądało na to, że tracisz siły. Wytrzymałbyś jeszcze jednego seta?
– Byłem przygotowany na grę w trzecim secie. Myślę, że to nie ze względów kondycyjnych poruszałem się wolniej. Chyba po prostu byłem zdenerwowany. Moja pewność siebie nie jest tak duża jak kiedyś.

Czy szczeciński turniej jest dla Ciebie etapem na drodze powrotu do czołowej setki ATP?
– Mam nadzieję, że tak będzie. To dla mnie bardzo ważny turniej. W tym tygodniu powinienem występować w reprezentacji Ekwadoru w Pucharze Davisa, wybrałem jednak ten turniej, żeby zdobyć trochę punktów w rankingu. Szkoda byłoby, żebym po rezygnacji z gry dla mojego kraju odpadł tu w pierwszej rundzie. Szczecin rzeczywiście ma być dla mnie krokiem do powrotu na wysokie miejsce.

Byłeś już kiedyś na naszym turnieju, grałeś w finale. Jak go zapamiętałeś i co się od tego czasu zmieniło?
– Grałem tu w 1997 roku – to pytanie powoduje, że czuję się staro. Dziewięć lat temu byłem młody, głodny gry i zwycięstw. Teraz muszę szukać motywacji gdzie indziej. Oczywiście kocham tenis i dlatego tu jestem. Mam za sobą trudny okres, kontuzje, choroby. Moje ciało reaguje zupełnie inaczej niż kiedyś. Obecnie nie jest to jeszcze mój najlepszy tenis, ale myślę, że jestem na dobrej drodze, żeby powrócić do formy.

Jak się teraz motywujesz? Jaki cele sobie stawiasz?
– Motywacja to kluczowa sprawa dla każdego sportowca. A kiedy jesteś w tourze osiem czy dziewięć lat nietrudno ją stracić. W tej chwili motywuje mnie to, że nie chcę kończyć kariery znajdując się poza pierwszą setką rankingu. To sprawa honorowa. Nie jestem typem zawodnika, który strzela asy i zwycięskie piłki po całym korcie. Mój styl gry wymaga ciężkich treningów, dużo biegania. Teraz staram się sobie udowodnić, że mogę powrócić do mojej najlepszej gry. Wejść znów do pierwszej pięćdziesiątki, a może i trzydziestki rankingu. Wtedy może zakończę karierę.

Czy po zakończeniu kariery zawodniczej nadal chcesz być związany z tenisem?
– Ciężko mi w tej chwili powiedzieć, nie chciałbym teraz podejmować decyzji. Do pięciu lat mam fundację, która pomaga dzieciom poprzez grę w tenisa, w tym roku szczególnie dzieciom chorym na raka. Myślę, że nawet gdybym związał się dalej z ATP, to na pewno nie jeździłbym po świecie tyle, co teraz i nie spędzał tak dużo czasu na kortach.

Dziękujemy i życzymy powodzenia.

 
     
 
Domeny, hosting, email
 
   
                     
Polska wersja English version Livescore