2006-09-21 17:38
Mówi Vanek
Druga runda:
Jiri Vanek (Czechy) – Tomas Zib (Czechy) 6:2, 7:6 (4)
Jak z Twojej perspektywy wyglądał „bratobójczy” pojedynek z Tomasem Zibem? – Był to bardzo ciężki mecz, bo znamy się od jakichś 15 lat, więc wiemy, jak gramy i czego możemy się po sobie spodziewać. Nie było tak łatwo jak w pierwszej rundzie. Starałem się dziś biegać do każdej piłki – wiem, że Tomas nie lubi, kiedy każda piłka wchodzi w kort i on musi strzelić tą zwycięską. Starałem się po prostu jak najwięcej przebijać, to była moja taktyka.
Znacie się z Tomasem tak długo, ale na turniejach graliście ze sobą zaledwie dwa razy. – W każdym tygodniu jest kilka turniejów, więc albo nie jeździmy na te same, albo mamy szczęście w losowaniu. Z tego, co pamiętam, ostatni raz graliśmy ze sobą w 2000 roku w Brunszwiku.
Na czym polega Twoim zdaniem sekret czeskiej szkoły tenisa? – Myślę, że nie jest to kwestia trenerów i jakichś specjalnych metod treningowych. Mamy w Czechach to szczęście, że są u nas dwa duże ośrodki tenisowe – Prostejov, gdzie grają Berdych, Nowak, Tabara czy Stepanek i Praga, w której też są dwa silne kluby. Ja trenuję w jednym z nich z Bohdanem Ulihrachem, w drugim m.in. właśnie Tomas Zib. Dzięki temu możemy często grać ze sobą sparingi. Wiadomo, że z trenerem można podszkolić technikę, ale chodzi również o to, żeby dużo grać z dobrymi zawodnikami i my mamy tę możliwość.
Czy miałeś w Pradze okazję sparować z Łukaszem Kubotem, który od roku tam trenuje? – Nie, ponieważ on gra właśnie w tym drugim klubie z Zibem i Lukasem Dlouhym. W naszym też jest wielu dobrych zawodników, między innymi Michał Przysiężny. W zeszłym roku zapytał mnie, czy znam jakieś dobre miejsce do treningów i poleciłem mu mój klub. Czasami sparujemy.
Czy poza Polakami trenuje w Pradze wielu innych zagranicznych tenisistów? – W tej chwili jest jakichś trzech, czterech zawodników. Zaczęło się to właśnie w zeszłym roku, kiedy nowy właściciel naszego klubu pytał, czy znamy kogoś dobrego, kogo można do nas ściągnąć. Praga to świetne miejsce, centrum Europy, skąd wygodnie można się dostać samolotem na każdy turniej. W tej chwili trenuje z nami Michał i dwóch Finów, ale myślę, że będzie ich coraz więcej.
Masz żonę i małego syna. Jak godzisz ciągłe podróże na turnieje z życiem rodzinnym? – Mam szczęście, bo moja żona sama jest byłą tenisistką. I to dobrą – była w 40. rankingu, więc wie, jak wygląda takie życie. Staram się jak najczęściej zabierać rodzinę ze sobą na turnieje. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe, ale w tym roku byli ze mną już na jakichś dziesięciu imprezach. Kocham dzieci i nie chciałem czekać z zakładaniem i powiększaniem rodziny. W tym roku spędziłem z synem może trzy miesiące, gdy przyjeżdżam do domu, biegnie do mnie, krzyczy i rzuca mi się na szyję. Czasami jest ciężko, ale jakoś dajemy sobie radę.
Dziękujemy i życzymy powodzenia.
Powrót
|