2006-09-19 17:44
Przysiężny vs Minar
Kolejnym Polakiem, który pożegnał się z turniejem Pekao Open 2006, jest Michał Przysiężny. Zawodnik z Wrocławia uległ Czechowi Ivo Minarowi 6:2, 4:6, 2:6. Przed i po meczu narzekał na kontuzję.
Dwa tygodnie temu Przysiężny zerwał mięsień uda, co jest kontuzja bolesną. W związku z tym gracz ochrzczony mianem „polskiego Federera” pauzował przez kilkanaście dni, a treningi wznowił przedwczoraj. Mówił, że gdyby otrzymał dziką kartę, wtedy by jej nie przyjął. Ponieważ do imprezy głównej dostał się z rankingu – postanowił spróbować. Próba początkowo wyglądała pomyślnie.
Minar wygląda na osobę cierpiącą na kompleks Przysiężnego, gdyż początek spotkania to było to, co już widzieliśmy w tym roku w wykonaniu obu panów: Czech jedyne co mógł robić to spuszczać głowę po zagraniach naszego rodaka, albo wręcz maszerować w drugą stronę, bo wiedział że nie ma szans odbić z powrotem. Jednak im dłużej batalia trwała (przy kroplach delikatnie padającej mżawki), tym bardziej bóle dawały się Przysiężnemu we znaki. Do tego stopnia, że przestał biegać do trudnych piłek, co zauważył rywal i starał się agresywnie returnować na zasadzie „trafi-nie trafi (oby trafiło)”. Tak wywalczył przełamanie w drugiej partii, tuż po tym jak siedzący na trybunie zawodnik Michał Walków powiedział, że jeden break zadecyduje tu o wszystkim.
Trzeci set był smutniejszą kontynuacją drugiego. Zastanawiać się można było, czy Polak zejdzie z kortu, przeżywał bowiem prawdziwy ból istnienia (ludzie o wrażliwych sercach, czyli prawie wszyscy, poszli na obiad). Dograł jednak spotkanie do końca po to, by móc jeszcze tego samego dnia wystąpić w deblu z Grzegorzem Panfilem (tak stanowią zasady ATP). Nie boi się meczu deblowego, ponieważ tam się mniej biega, a jeśli ktoś będzie musiał pobiec, to niech to będzie Panfil.
Powrót
|