aktualności plan gier zawodnicy sponsorzy galeria bilety
 
   
     

Aktualności

2006-09-24 16:18

Mówi Lapentti

Finał: Nicolas Lapentti (Ekwador) – Bohdan Ulihrach (Czechy) 3:6, 6:3, 6:3

Poprosimy o krótki komentarz do meczu…
– To był bardzo ciężki mecz. Szczególnie na początku, kiedy Bohdan uderzał piłkę niezwykle mocno. Grał dużo wygrywających piłek, a ja nie czułem się zbyt komfortowo na korcie. Zacząłem lepiej grać dopiero w drugiej partii i wydaje mi się, że decydujące w tym meczu były właśnie pierwsze gemy drugiego seta.

Przypomniałeś sobie dziś jak smakuje zwycięstwo w turnieju?
– Tak, to zwycięstwo jest dla mnie niesamowite. Nie tylko dlatego, że przez długi czas nie udało mi się żadnego turnieju wygrać. Z tego, co pamiętam ostatnio miało to miejsce w grudniu 2004 roku, na challengerze w Brazylii. Co mi to zwycięstwo daje? Przede wszystkim powraca moja pewność siebie. Wydaje mi się, że da mi to przewagę nad przeciwnikami w nadchodzących tygodniach.

Na jednej z konferencji powiedziałeś, że nie chcesz kończyć kariery poza pierwszą setką ATP. Teraz do niej wrócisz. Czy to oznacza, że nie zobaczymy Cię już na korcie?
– Nie, wręcz odwrotnie, pracuję coraz ciężej, szukam motywacji. A teraz, kiedy mój ranking jest coraz lepszy, i gram coraz lepiej, będę grał jeszcze kilka ładnych lat. Tenis sprawia mi po prostu więcej przyjemności.

W 1999 roku w Indianapolis wygrałeś swój pierwszy turniej po czterech latach przerwy. Był to początek twojego powrotu do czołówki. Czy ten challenger będzie dla Ciebie tym samym?
– Tak, jak już mówiłem, wygrana w tym turnieju to wyjątkowe uczucie. Gram dobrze, wygrywam mecze, jestem coraz wyżej w rankingu. Kiedy wychodzę na kort, czuję się coraz lepiej i nie ma znaczenia czy jest to dobrze obsadzony turniej w Indianapolis, czy challenger w Szczecinie.

Który mecz był w tym turnieju najważniejszy – pozwolił uwierzyć, że jesteś w stanie wygrać cały turniej?
– Druga runda, czyli mecz przeciwko Potito Starace. Przed tym turniejem graliśmy ze sobą tylko raz, i wtedy mnie pokonał. Także wczorajszy mecz z Massą był ważny, ponieważ zagrałem najlepsze spotkanie w tym turnieju. Dzisiejszy mecz był natomiast zupełnie inny. Bohdan mocniej uderza piłkę, przejmuje kontrolę nad wymianami. Wydaje mi się, że nie grałem dziś za dobrze, ale grałem tak, żeby go pokonać.

Grałeś tu ostatnio dziewięć lat temu. Jak się zmieniłeś przez ten czas?
– Kiedy przyjechałem tu po raz pierwszy, byłem bardzo młody, nie wiedziałem, na czym dokładnie polega tenis. Teraz staram się chłonąć każdy moment spędzony na turnieju, bawię się.

Sport nie jest twojej rodzinie obcy. Na jakiej pozycji w rodzinnym rankingu są Twoje sukcesy?
– Nie mamy rankingu rodzinnego. Moi rodzice pomagali mi w każdym momencie mojej kariery. Wychowali nie tylko mnie, ale i moje siostry i braci na dobrych ludzi. Mama zajęła się domem, tata faktycznie grał kiedyś bardzo dobrze w koszykówkę. Bardzo się cieszę, że miałem taką wspierającą rodzinę, i że moi rodzice potrafili wyprowadzić wszystkie swoje dzieci na dobrą drogę.

Czy ekwadorscy dziennikarze już dzwonili do Ciebie po finale?
– Nie, jeszcze nikt do mnie nie zadzwonił, pewnie dlatego, że w Ekwadorze jest noc i wszyscy jeszcze śpią.

A czy Ty już do kogoś zadzwoniłeś?
– Tak, do mojej rodziny, oni na szczęście nie spali.

 
     
 
Domeny, hosting, email
 
   
                     
Polska wersja English version Livescore