2006-09-23 20:16
Mówi Ulihrach
Półfinał:
Bohdan Ulihrach (Czechy) – Jiri Vanek (Czechy) 3:6, 6:4, 6:4
Prosimy o Twój komentarz do meczu. – Znamy się bardzo dobrze, trenujemy pięć razy w tygodniu w tym samym klubie, nie mogliśmy się więc na korcie niczym zaskoczyć. Prawdopodobnie nie był to najprzyjemniejszy mecz do oglądania, ale tak w tenisie bywa.
Co zadecydowało wobec tego o Twoim zwycięstwie? – Myślę, że miałem po prostu więcej szczęścia, zwłaszcza w końcówce.
W drugim półfinale również spotkali się przyjaciele. Zadamy Ci to samo pytanie, co jego zwycięzcy. Jak taki mecz wpływa na atmosferę między przyjaciółmi, o czym przed nim rozmawiacie? – Jedliśmy razem śniadanie, potem razem się rozgrzewaliśmy, trenowaliśmy razem sprawdzaliśmy wiadomości w Internecie. Rozmawialiśmy praktycznie o wszystkim, choć staraliśmy się omijać temat meczu. Resztę dnia też pewnie spędzimy razem.
Czy wasze rodziny też się przyjaźnią? – Tak, oczywiście. Nasze dzieci – 3-letni syn Jiriego i mój 15-miesięczny bawią się razem.
Po co mocne praskie kluby tenisowe ściągają do siebie Polaków, takich jak Kubot i Przysiężny? – Chodzi o to, żeby było jak najwięcej dobrych zawodników, z którymi można trenować i grać sparingi.
Czy to prawda, że podśmiewacie się z Polaków, że taki duży kraj nie ma swoich przedstawicieli w pierwszej setce ATP? – Trochę tak. Wydaje mi się zaskakujące, że duży kraj z mocniejszą niż nasza gospodarką od 20-30 lat nie miał żadnego tenisisty w pierwszej setce. My zawsze mamy tam 5-10 zawodników. To dziwne.
Z Nicolasem Lapenttim również znacie się dosyć dobrze, graliście kilka razy ze sobą. Czego spodziewasz się po finale? – Rzeczywiście, jesteśmy w podobnym wieku i graliśmy kilka meczów na różnych turniejach. W tej chwili przychodzi mi na myśl pierwsza runda dużego turnieju w Pradze, w której z nim przegrałem, zdaje się, że nawet broniłem wtedy tytułu. Będzie bardzo trudno, bo Nicolas to specjalista od gry na mączce. Ma też ogromne doświadczenie, był kilka lat temu w pierwszej 10 rankingu, grał w turnieju Masters. Spodziewam się ciężkiej przeprawy.
Dziękujemy.
Powrót
|